Kronika Lachtal 2015

Uczestnicy wyprawy do Lachtal przedstawiają:

Maria Skurska

3 luty 2015 r.

Uczestnicy wyprawy do Lachtal przedstawiają: Januszowe Dzieje Dzień pierwszy i drugi – piątek i sobota, 30-31 stycznia 2015 r. O godzinie 22:30 wyjechaliśmy ze szkoły. Dobre humory towarzyszyły nam od początku. Szczególnie, że jeden z naszych kolegów, Janusz P. zapomniał wziąć z domu paszportu i musiał po niego wrócić. Drogę umilił nam film Escape Plan, po którym „wszyscy” zapadli w głęboki sen. Podróż minęła bardzo szybko. Gdy dotarliśmy do pensjonatu, chłopcy nosili bagaże, dziewczyny odpoczywały. Następnie, wybyliśmy na tradycyjny spacer-bitwę na śnieżki. […] . Wykończeni wróciliśmy do pokojów. Zawodom w łapaniu zasięgu jak zwykle nie było końca. Jak zawsze, nikt nie zwyciężył. Obiad był pyszny i wyczekiwany od wielu godzin. Spaghetti (swaghetti) <3 spod chochli Pani Dżeremek i Frau Marii, było jak zwykle idealne. O godzinie osiemnastej mieliśmy przyjemność wziąć udział w mszy świętej ku czci ks. Bosko. Następnie, ks. Rysiu w niezwykle żartobliwej formie przedstawił nam regulamin, który był dłuższy niż kazanie. Wieczór zwieńczyły: pojawienie się wyczekiwanych towarzyszy (Pana Stanley’a z Grubasem) i wyśmienita kolacja. W łóżkach wszyscy ze zniecierpliwieniem czekają na następny dzień. Dzień trzeci - niedziela, 1 lutego 2015 r. Obierając ziemniaki dostaliśmy anons, iż w autokarze marki Scania pęknięciu uległa szyba, znajdująca się na wysokości miejsca p. prof. Moniki Dżeremek-Sowińskiej. Na stok wylęgliśmy o godzinie dziesiątej minut trzydzieści. Byliśmy wielce uradowani z faktu, że możemy znów wyszaleć się na naszych boazeriach czy parapetach. Na początku była ładna pogoda, lecz potem warunki atmosferyczne uległy zmianie. Mieliśmy także przyjemność skonsumować tradycyjne austriackie dania, takie jak pizza margherita, frytki (no i poważnie: germknodel i zawijane wursty). Janusz P. prawie zabił pięcioletniego, austriackiego panicza. W drodze powrotnej odprawiona została msza święta w kościele. Po powrocie oczekiwaliśmy tradycyjnych mielonych kotlecików z kartofelkami oraz suróweczką z kapustki kiszonej poprzedzonych rosołkiem z kluseczkami. Niestety kartofle nie doszły na czas, ale byliśmy cierpliwi i wyszliśmy z uśmiechami na twarzach po morowej kolacji. Dzień czwarty - poniedziałek, 2 lutego 2015 r. Jak co dzień rano, grupa dzielnych giermków udała się do Jamy Czerwonego Barona, gdzie zostało im przydzielone niezwykle ważne zadanie, z pozoru proste, ale wyczerpujące i czasochłonne. Gar pyrów obrać śmiałkowie musieli. Po przezacnym śniadaniu udaliśmy się na stok. Na stoku Apollin oraz Jutrzenka zaszczycili nas swoją obecnością, mając na uwadze modlitwy, uciśnionych przez wczorajszą śnieżycę, wojowników Bosco. Igrając z siłami natury, postanowiliśmy zrobić im na złość, pokazując nasze cudowne oblicza prosto w camera obscura naszego księdza. Niejaka Zuzanna L., spadając z „gracją” spowodowała sparaliżowanie ruchu orczykowego na terenie całej Austrii, co oczywiście owej „gracji” nie umniejszyło. Andrzej G., na szczycie „Coś Tam Szrodinger”, niczym Kordian wypowiedział owe sławetne słowa: „Jest tak zimno, że nic nie widać. Aż światło tężeje”, stając się nowym bohaterem literatury polskiej. Z mroczniejszych wydarzeń tego dnia - niejaki seryjny morderca brył śnieżnych, Krzysztof S., wypatrzył kolejną niewinną ofiarę swoich sadystycznych skłonności, dokonując bestialskiego aktu zabójstwa kolejnej bryły. Wracając, zatrzymaliśmy się popod austriackim zajazdem, w którym pozyskaliśmy inwentoria do dalszej egzystencji, a także zakupiliśmy multum antałów pełnych napojów bezalkoholowych. Dzień piąty – wtorek, 3 lutego 2015 Grupa dyżurna stawiła się w kuchni punktualnie o ósmej, lecz z powodu swej wczorajszej nadgorliwości, przez pół godziny spała przy kompletnie zastawionym stole. Naddatkiem do dzisiejszej biesiady porannej było ciasto typu piernik. Przed wysiadką z autobusu otrzymaliśmy propozycję, co byśmy zatrzymali się na polanie w połowie stoku, celem wykonania photographiji pamiątkowej (po czym została wniesiona przez p. Dżeremek poprawka, że nie jest to propozycja, ale nakaz). Photographija przedstawiała napis „Lachtal 2015” ułożony z nas samych oraz przedmiotów typu narty. Następnie, zniecierpliwieni ruszyliśmy na podbój Gebirge. Pojawiła się możliwość komfortowego spoczęcia na leżakach, z czego niektórzy skwapliwie skorzystali. A tak a propos na temat Janusza też coś trzeba napisać… Jak co dzień, Janusz P. dzielnie się bronił przed koniecznością zamówienia czegokolwiek w oberży, lecz dzisiaj został brutalnie zmuszony do spożycia antałka herbatki. Kropka. Po zdarzeniu tym, postanowił wieczyście nie odzywać się do swego oprawcy, Anny S. Podczas obiadu dowiedzieliśmy się o odgórnym, nieodwołalnym przydziale dwunastu klusek śląskich per persona (niektórzy bezwstydnie przygarnęli nadprogramową ilość w liczbie trzydziestu pięciu*). Po zmierzchu część drużyny (mała) ruszyła na spacer pod gwiazdami (oraz chmurami) ażeby spalić kaloryczną wieczerzę. Na koniec dnia uskuteczniliśmy gry oraz zabawy (e.g.: Tabu, Prawo dżungli). Tak dobiegł końca dzień piąty (A Janusz wiedział, że był dobry). *I gdzie im się to zmieściło? – pyt. red.! Dzień szósty – środa, 4 lutego 2015 Gdy lądownik Scania spoczął pod wyciągiem, grupa narciarzy-amatorów rozpoczęła po raz kolejny zwiedzanie stoków. Z powodu sporego zmęczenia, grupy kamikadze zrezygnowały tego dnia z jazdy pozatrasowej. Dzień, jako jeden z pierwszych okazał się naprawdę słoneczny i pozbawiony skaz na niebie, w postaci chmur, więc można było zobaczyć piękne widoki. Większość turystów zjazdowych po raz pierwszy zdecydowała się zjechać północnym stokiem – legendarną dwunastką, na której jednak poczuliśmy się oszukani, gdyż nie zaobserwowaliśmy zapowiadanego oczka wodnego. Należy wspomnieć, że tego dnia jeszcze dwukrotnie staliśmy się ofiarami kłamstw odnośnie jadła (między innymi na porannym posiłku zabrakło jajecznicy, a na kolacji długo wyczekiwanych zapiekanek). Podczas godzin jazdy nie zabrakło oczywiście ekscytujących przygód. Śpiesząca się narciarka imieniem Weronika P. tak zniecierpliwiła się kolejnego wjazdu na górę, że z całym impetem uderzyła w bramki przepuszczające (bramki przeżyły). Pod błękitnym niebem zjeżdżaliśmy do 16.00 (było troszkę za krótko). Po powrocie do domu spożyliśmy pyszny obiad. Jak co dzień w godzinach wieczornych korytarz zamienił się w salon gier. Bawiliśmy się długo, jednak w końcu musieliśmy iść spać, by mieć dużo sił na kolejny emocjonujący dzień. Dzień siódmy – czwartek, 5 lutego 2015 Kolejny dzień naszej śnieżnej batalii dla wybranych rozpoczął się już o 7.45. Kiedy to grupa niezwykle wprawnych obozowiczów z dumą wypełniała obowiązek obierania ziemniaków. Dla urozmaicenia wygórowanych posiłków jeden z obieraczy postanowił upodobnić „swoje” ziemniaki do kryształów kwarcu. Grupa wybrańców została doceniona nawet przez wymagającego, acz sprawiedliwego x. Andrzeja. Po śniadaniu, podtrzymując tradycję, udaliśmy się na stok. Nasze umiejętności zostały wystawione na ciężką próbę – po raz pierwszy musieliśmy zmagać się z gęstą, niczym dzisiejsza zupa pieczarkowa, mgłą. Nie dziwota więc, że wszyscy w te pędy udali się do pobliskich karczm na biesiady. Tylko najwytrwalsi dzielnie walczyli ze stokiem, co pociągnęło za sobą serię nieszczęśliwych zdarzeń. Primo, pewnemu nieszczęśnikowi przytrafiło się stracenie przytomności na wyciągu. Segundo, Janusz, w ferworze walki z nieprzyjazną aurą, zepsuł nartę i musiał liczyć na pomoc jednego ze swych wiernych towarzyszy. Na szczęście, wszyscy w całości dotarliśmy do autokaru, gdzie w podróży powrotnej zakończyliśmy projekcję nader wzruszającego filmu pt. Książę i ja. Niejeden mężczyzna nie powstydził się uronić łzy wzruszenia. Powróciliśmy do ciepłego domostwa, gdzie czekała już na nas schorowana pani Dżeremek. Posiłek jak co dzień przekraczał nasze najśmielsze oczekiwania (cudowna, wspomniana wyżej, grzybowa oraz wspaniale rozbity schab wieprzowy). Po wielu stoczonych potyczkach i odbytych wyścigach, wszyscy czyści i pachnący udaliśmy się na zasłużony spoczynek i wszyscy poszliśmy spać o właściwej godzinie, rozmyślając nad wspaniałym Januszowym dniem. Dzień ósmy – piątek, 5 lutego 2015 Ostatni dzień Januszowego Lachtal rozpoczął się już o 8.00, całe pół godziny wcześniej niż zazwyczaj, a to za sprawą silnej grupy, pragnących wydłużyć ostatnie chwile „białego szaleństwa”. W autokarze x. Andrzej przekazał nam zaskakującą dyrektywę, ostrzegając nas przed nadmiernym wysiłkiem i brakiem pomyślunku – słowa te nie padły żadnego wcześniejszego dnia! 6 lutego upłynął pod znakiem licznych upadków, m.in. Magdy M., Adama C. vel Casanovy (przydomek by p. Izabela D.) – w końcu każdy marzył o drobinkach austriackiego śniegu, osadzającego się gęstym woalem na niezakrytych połaciach ciała, goglach, kasku i wielu, wielu innych. W historię dnia obecnego wpisał się również kluczowy uczestnik obozu JANUSZ! Ulubionym, bowiem, zajęciem Janusza jest uwiecznianie tych samych widoków po milion razy (Janusz przezorny zawsze ubezpieczony!). W związku z tym opuścił stok jako ostatni zarazem, żegnając w imieniu całej łódzko-zgiersko-katowicko-mińskomazowieckiej grupy ukochany ośrodek narciarski. Wracając do Pusterwaldu zahaczyliśmy o SPAR – główne miejsce zaopatrzeniowe naszej ekipy. Tam wszystkich ogarnął szał zakupowy, Janusz również kupił suweniry dla rodziny i dzieciuchów. Na koniec dnia otrzymaliśmy pyszny obiad, po którym drużyna obozowa rozpoczęła sprzątanio-pakowanie, nie zapominając o wielkiej dawce śmiechu i zabawy. Tak minęło nam Lachatal 2015… jak zwykle udane, jak zwykle radosne, wyjątkowo bezpieczne (tym razem nikt nie testował judenburdzkiej służby zdrowia), ale przede wszystkim prawdziwie JANUSZOWE! Żodyn nie żałował, ŻODYN!

fot. MS

Lachtal 2015
Lachtal 2015
L i A
L i A
CH
CH
TAL
TAL
uczestnicy
uczestnicy
zadowoleni
zadowoleni
nasza grupa
nasza grupa
saneczkarstwo
saneczkarstwo
ruszamy na spacer
ruszamy na spacer
zabawy na śniegu
zabawy na śniegu
nacieranie
nacieranie
nacieranie
nacieranie
siostra i brat
siostra i brat
nacieranie
nacieranie
pierwsza grupowa fotka
pierwsza grupowa fotka
gruoa trochę bliżej
gruoa trochę bliżej
leżący
leżący
rozgrywki na górnym podeście
rozgrywki na górnym podeście
rozgrywki na górnym podeście
rozgrywki na górnym podeście
akcja "Kluski" zakończona
akcja "Kluski" zakończona
jedziemy na górę
jedziemy na górę
nasze trasy
nasze trasy