Artur Tim w Brukseli
3. marca odbył się Konkurs Wiedzy o Unii Europejskiej przeznaczony dla uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Główną nagrodą był czterodniowy wyjazd do Brukseli. Z ramienia naszego liceum wzięło udział 5 uczniów. Laureatem okazał się być Artur Tim z klasy II SLO.
Administrator strony
13 grudnia 2010 r.
3. marca odbył się Konkurs Wiedzy o Unii Europejskiej przeznaczony dla
uczniów szkół ponadgimnazjalnych. Główną nagrodą był czterodniowy wyjazd do Brukseli. Z ramienia naszego liceum wzięło udział 5 uczniów. Laureatem okazał się być Artur Tim z klasy II SLO.
23. marca. Godzina 17. Na dworcu Łódź-Kaliska zebrała się grupka podróżników. 12 uczniów, zwycięzców konkursów o tematyce europejskiej, oraz 33 działaczy Platformy Obywatelskiej. Wszyscy ochoczo wsiadają do autokaru, który ma ich zabrać aż do Brukseli.
1204 km. pokonaliśmy w 17 godzin. Od razu po dotarciu na miejsce, zmęczeni podróżą, ale ciekawi otaczających nas atrakcji Stolicy Europy,rozpoczęliśmy zwiedzanie Atomium, budowli wzorowanej na powiększonym 165 miliardów razy krysztale żelaza. W każdym atomie znajduje się inne pomieszczenie, przy czym różnorodność wystroju kul zadziwia. Muzeum stylizowane jest na powojenną ruinę, kawiarenka to przytulny zakątek, a w mini-hotelu panuje iście domowa atmosfera. Można, oczywiście za odpowiednią opłatą, wynająć małą kulę i uciąć sobie
krótką drzemkę na dużej wysokości. Niebywałą atrakcję może stanowić przejazd windą, podniesienie 22 pasażerów na wysokość 103 metrów zajmuje tylko 23 sekundy! Czuć ogromne przeciążenie, a szybka zmiana ciśnienia przyprawia niektórych o silną
migrenę.
Nieopodal Atomium znajduje się Mini-Europa, park, w którym skonstruowano
miniatury budynków lub krajobrazów charakterystycznych dla odpowiednich państw Unii. Przy każdej atrakcji umieszczono dwa przyciski: jeden powoduje odtworzenie hymnu danego kraju, tymczasem drugi ma za zadanie zaskoczyć publikę. I tak na przykład duńskie statki zaczynają pływać kanałami otaczającymi Kopenhagę, byk atakuje hiszpańskiego torreadora, wybucha pożar, który dzielni strażacy odważnie gaszą (patrz: zdjęcia), a w Wenecji gondolierzy rozpoczynają swój rejs. Najwięcej uwagi przykuwał jednak Wezuwiusz. Nieopatrzny zwiedzający wchodził na metalową płytę upodobnioną do chodnika, przyciskał guzik i... Był świadkiem niezwykle silnej erupcji wulkanu, skutkującej m.in. znacznymi ruchami owej metalowej płyty. Zadziwiała ilość szczegółów. Najmniejsze detale oryginalnych budowli były odzwierciedlone w ich pomniejszonych kopiach. Odpowiednio dopasowane do charakteru obiektów figurki ludzi, nadawały życia tym martwym budynkom.
W drodze do hotelu, zaobserwowaliśmy ciekawą rzecz. W Belgii obowiązują dwa języki urzędowe: francuski i flamandzki. W związku z tym wszystkie tabliczki z nazwami ulic również występują w dwóch językach. Francuski do dziś uznawany jest za język arystokracji i króla (Belgia jest królestwem), a flamandzki stanowi dialekt pospólstwa i drobnomieszczaństwa.
Po zakwaterowaniu w hotelu nastąpił czas wolny. Wszyscy musieliśmy odpocząć po długiej podróży i przygotować się na wrażenia dnia następnego. A miało być ich dużo, gdyż...
Gdy ktoś powie Belgia, od razu myśli o Parlamencie, Unii, Komisji Europejskiej. Niektórzy o czekoladkach... Tymczasem mnie przychodzi na myśl tylko jedno słowo: ogromne korki. I to nie w mieście, ale na autostradach. W godzinach szczytu nie sposób jest sprawnie poruszać się autem po Belgii. Nasz autokar w godzinę pokonał... 10 km! I to poruszając się po drogach najwyższej klasy, gdzie o dziurach mieszkańcy dawno już pozapominali... Niemniej, w Parlamencie byliśmy punktualnie.
Na miejscu czekała na nas już organizatorka wycieczki, europoseł do Parlamentu Europejskiego, Pani Joanna Skrzydlewska. Rozpoczęliśmy zwiedzanie od krótkiego wykładu: najpierw Pan Poseł Jarosław Wałęsa opowiedział nam o absurdach Unii (podróże europarlamentarzystów między trzema stolicami- Strasburgiem, Luksemburgiem i Brukselą pochłaniają nawet 220 mln. euro rocznie), następnie Pan Poseł Rafał Trzaskowski przez kilkanaście minut krytykował Prawo i Sprawiedliwość, co wywołało oburzenie młodszej, niezrzeszonej części podróżników. Otrzymaliśmy upominki i jak najszybciej opuściliśmy miejsce proplatformowskiej agitacji. Miłą niespodziankę stanowiło przypadkowe spotkanie z Panią Poseł Danutą Huebner, którą mieliśmy okazję minąć na korytarzu. Udaliśmy się na obrady Parlamentu, odbywające się zaledwie kilkanaście dni w roku. Mieliśmy więc ogromne szczęście nie tylko widzieć parlamentarzystów, ale i nałożyć słuchawki i... słuchać. Trzech tłumaczy z każdego państwa na bieżąco dokonuje tłumaczeń przemówień posłów. Niestety, nie można było robić zdjęć, ale sprytnie manewrując aparatem zrobiłem kilka ujęć oraz nagrałem przemówienie Pana Posła Zbigniewa Ziobry, który akurat wygłosił płomienną, patriotyczną przemowę.
Jeśli komuś się wydaje, że polscy europarlamentarzyści nic nie robią: myli się. Jeśli komuś się wydaje, że polscy politycy blokują rozwój Unii: myli się. Przynajmniej ze słów Pana Posła nic takiego nie wynikało. Gdyby tylko przedstawiciele innych narodów wzięli do serca słowa Posła Ziobry, w Europie żyłoby się lepiej. Wszystkim.
Następnie odwiedziliśmy Łuk Triumfalny. Ta monumentalna budowla powstała
by uczcić 50. rocznicę odzyskania niepodległości przez Belgów. Kolejnym naszym krokiem było udanie się na rajd po muzeach. Widzieliśmy wiele słynnych obrazów, m.in. "Upadek Ikara", czy "Wieżę Babel" Brueghela.
Bruksela, jak każde miasto, ma swoją legendę. W XIV wieku najeźdźcy, chcąc zdobyć Brukselę podłożyli materiały wybuchowe. Siusiający chłopiec(Manneken pis) zauważył niebezpieczeństwo i, załatwiając swą potrzebę fizjologiczną na lont, oddalił tragedię. Wdzięczni brukselczycy postawili mu fontannę, która nieprzerwanie od 1619 roku stoi gotowa, by znów pomagać odpierać ataki wrogów.
Po tak licznych atrakcjach wszyscy zgłodnieliśmy. Skorzystaliśmy z zaproszenia Pani Poseł Skrzydlewskiej na uroczystą kolację. W miłej atmosferze, przy anegdotach z życia wyższych sfer, delektowaliśmy się wyśmienitą strawą.
Ostatni dzień pobytu w Belgii upłynął bardzo przyjemnie na zwiedzaniu Brugii, nazywanej Wenecją Północy. Każdy miał okazję m.in. przepłynąć się motorówką po belgijskich kanałach. Dłuższy rejs mógłby skończyć się na Morzu Północnym. Gdyby oczywiście znać drogę.
Ciekawostkę może stanowić fakt istnienia rowerowych patroli policyjnych Belgii, co uchwyciłem na zdjęciach. Umundurowani policjanci na specjalnie oznaczonych rowerach przemierzają brugijskie ulice w poszukiwaniu przestępców. Jednak ciekaw jestem, jak taki rowerzysta transportuje aresztowanego na komisariat...
Do Łodzi wróciliśmy po kolejnych 17 godzinach podróży, punkt o 10 w sobotę. Cała wyprawa dostarczyła niezapomnianych wrażeń. Nigdy nie myślałem, że zobaczę jak działa Europa "od kuchni". Nauka to nie tylko wkuwanie, ale i (a może przede wszystkim) poszerzanie swych horyzontów. To Ona umożliwiła mi taką podróż.
Artur Tim (II SLO)