W dniach 6-7 września odbyła się wycieczka rowerowa klasy 3b do Zalesia, w której uczestniczyło 21 uczniów z opiekunami: Panem Marcinem Paździorem, Panem Grzegorzem Marczakiem i Księdzem Łukaszem Owsianko oraz trojgiem rodziców naszych kolegów.
Marcin Paździor
13 września 2013 r.
W dniach 6-7 września odbyła się wycieczka rowerowa klasy 3b do Zalesia, w której uczestniczyło 21 uczniów z opiekunami: Panem Marcinem Paździorem, Panem Grzegorzem Marczakiem i Księdzem Łukaszem Owsianko oraz trojgiem rodziców naszych kolegów.
W piątek o godzinie 9:15 wszyscy zebraliśmy się na szkolnym parkingu rozentuzjazmowani i radośni. Pogoda była przepiękna, wprost idealna do długich kolarskich wycieczek, więc nie tracąc czasu zapakowaliśmy bagaże do przyczepki samochodu technicznego i w mgnieniu oka byliśmy gotowi do odjazdu. Po dokonaniu ostatniego przeglądu zapięliśmy kaski, ustawiliśmy się w dwóch kolumnach i z zapałem wyruszyliśmy. Początkowe kilometry przejechaliśmy bardzo sprawnie, co mogło być efektem chęci jak najszybszego wyrwania się z hałaśliwego i zatłoczonego centrum. Pierwszy krótki postój wypadł w retkińskim McDonaldzie, gdzie część z nas skorzystała z możliwości zjedzenia drugiego śniadania.
Po upewnieniu się, że wszystko przebiega zgodnie z planem ruszyliśmy w dalszą drogę. Coraz mniej ruchliwymi ulicami opuściliśmy centrum Łodzi. Jechaliśmy spokojnie i bez przeszkód aż do lotniska, gdzie naszemu koledze przytrafiła się przykra przygoda. Rozkojarzony oraz zmęczony nie zauważył nadchodzącego z przeciwnej strony przechodnia i wjechał w niego. Zdarzenie wyglądało dość poważnie, jednakże zakończyło się jedynie lekkim zdarciem kolana. Po przeprosinach i krótkiej przerwie znów mogliśmy kontynuować jazdę. Coraz gorszymi drogami podążaliśmy w stronę Zalesia, co zmusiło nas do robienia większej ilości postojów. Około godziny 12 zatrzymaliśmy się na dłuższą przerwę i odmówiliśmy Anioł Pański. Od tej przerwy jazda stała się o wiele milsza, a to za sprawą ładnych, pozamiejskich widoków, które mogliśmy podziwiać po obu stronach wiejskiej gruntowej drogi.
Niestety, z powodu braku czasu zmuszeni byliśmy zrezygnować ze zwiedzania klasztoru w Lutomiersku, jednak znaczna część klasy przyjęła to z ulgą. Do wsi Zalesie dotarliśmy przed godziną 16. Gdy tylko otworzono nam szkołę rozpakowaliśmy się i mocno zgłodniali po ponad trzydziestokilometrowej trasie pochłonęliśmy uprzednio zamówioną pizzę. Nasyceni i wypoczęci wyszliśmy na szkolne boisko, gdzie żeńska część klasy grała w siatkówkę, a męska rozegrała długi i męczący mecz piłki nożnej. Następnie odbyło się kilka zabaw integracyjnych, między innym gra w „ja” oraz zabawa z chustą oraz kolorowymi kulkami. Roześmiani i bardzo zadowoleni zjedliśmy kolację złożoną głównie z resztek pizzy oraz produktów zakupionych w skromnie zaopatrzonym lokalnym sklepie. Na szczęście dysponowaliśmy czajnikiem, dzięki czemu mogliśmy napić się gorącej herbaty.
Po posiłku zmówiliśmy wieczorną modlitwę. Ostatnim punktem dnia była zabawa w „świetliki”. O godzinie 22:30 pięciu wyznaczonych chłopaków miało ukryć się w umówionym fragmencie lasu i co jakiś czas dawać sygnały świetlne reszcie klasy, której zadaniem było złapać „świetliki”. Największym utrudnieniem dla obu stron był otaczający mrok i leśne chaszcze, które boleśnie pokiereszowały nam nogi. Mimo to zabawa doskonale się udała, a klasa zdołała odnaleźć aż czterech z pięciu chłopaków-świetlików. Nieco zmarznięci i umorusani wróciliśmy do szkoły. Odśpiewaliśmy „sto lat” naszej koleżance jubilatce i słodkim cukierkowym akcentem zakończyliśmy upojny dzień. Śpiący i zmęczeni odbyliśmy wieczorną toaletę i ułożyliśmy się na prowizorycznych posłaniach z materaców i karimat gimnastycznych. Pomimo trudnych warunków wszyscy natychmiast zasnęli.
Chyba nie było osoby, która wstając następnego dnia nie stęknęła z powodu bólu w niektórych miejscach. Wczorajsze trzydzieści siedem kilometrów dało o sobie znać. Niewyspani i obolali nie mogliśmy jednak nie wstać, gdyż nasz wychowawca znalazł włącznik dzwonka szkolnego i użył go, jako budzika. Zerwani o 7 rano przygotowaliśmy śniadanie, które różniło się od kolacji jedynie mniejszą ilością resztek pizzy. Nasyceni spakowaliśmy się i posprzątaliśmy sale lekcyjne. Bagaże zapakowaliśmy z powrotem do przyczepki. Gotowi do drogi wyprowadziliśmy rowery ze szkoły.
Podczas wsiadania na siodełka można było usłyszeć głośne jęki. Perspektywa przejechania ponownie równego z wczorajszym dystansem nie była zbyt wesoła, jednak nie było wyjścia. Pierwszy postój wypadł przy wiejskim sklepiku, gdzie uzupełniliśmy zapasy napojów. Jechaliśmy dalej w dość dobrym tempie, więc do pszczelarza, który miał nas zapoznać z tajnikami swojej pracy, dotarliśmy przed czasem. Na miejscu poznaliśmy od mieszkańców wsi historię okolic i szczegóły pszczelarstwa. Na osłodę trudów drogi pszczelarze poczęstowali nas własnym miodem, który wszystkim bardzo zasmakował, jednakże zbierające się chmary pszczół, jak również uciekający czas zmusiły nas do zakończenia wizyty i wyruszenia w dalszą drogę. Jechało się nam bardzo przyjemnie, a sielankowa atmosfera i słoneczny ranek wprawiły wszystkich w dobry nastrój. Niestety, szybko dojechaliśmy do ruchliwej szosy, która zmusiła nas do ostrożniejszej jazdy i uniemożliwiła rozmowy, jednak wszyscy odczuli różnicę, gdy z wiejskiej drogi wjechaliśmy na gładki asfalt. Jechaliśmy w dobrym tempie i wszystko byłoby dobrze, gdyby nie fakt, że zgubiliśmy drogę. Okazało się, że przegapiliśmy skręt w prawo i zmuszeni byliśmy cofać się aż trzy kilometry. Ta pomyłka kosztowała nas sporo czasu i sił, co odebrało niektórym humor.
Zmęczenie coraz bardziej dawało się we znaki, co wpłynęło na znaczne zwolnienie jazdy. Sił dodał nam dłuższy postój oraz kanapki z pasztetem. Po piętnastu minutach musieliśmy niestety znów wyruszyć w dalszą drogę po znanych już okolicach. Ten ostatni etap wycieczki minął sprawnie i już po półtorej godziny byliśmy pod szkołą. Zmęczeni, aczkolwiek zadowoleni podziękowaliśmy opiekunom i każdy udał się do swojego domu.
Ta krótka, męcząca, ale przede wszystkim wspaniała wycieczka zajmie zaszczytne miejsce w panteonie naszych klasowych wycieczek. Całą klasą uważamy, że wycieczka rowerowa była świetnym pomysłem i zintegrowała nas ponownie po wakacjach. Duża ilość zdjęć i wspomnień będzie nam o niej przypominać. Jesteśmy z niej bardzo zadowoleni i szczerze polecamy innym klasom taki rodzaj wycieczek. Wszyscy również jednogłośnie stwierdziliśmy, że mamy dosyć pizzy na kilka najbliższych tygodni.
Juliusz Neuman, 3b SG
fot. Marcin Paździor, Paulina Kubalczyk
Weronika zjeżdżając na postójMarysia w swojej ulubionej pozie:)Kuba skompany w promieniach słońcaBartek B.Szymon B. w pełnej gotowości do wyjazdu w trasę...Jadzia...Łukasz po kilku godzinach jazdyZuzia K. tuż przez wyjazdemAdam podczas postojuPaulina K.Kasia. K. w pełnej gotowościMarcin na "sali" gimnastyczejHania w przerwie na trasieGosia podczas gry w "ja"...Szymon W. gotowy do wyjazdu w trasęp. Marcin Paździor w pełnym rynsztunku gotów do wyjazduTata Gosi też gotów do wyjazduZuzia H. w przerwieZadumany JulekMaciek pozujeLidka SzMichał tuż przed wyjazdem w trasęJulia nie jechała rowerem, jechała samochodempan Marczak zjeżdżając na pierwszy postójks. Łukasz Owsianko je drugie śniadankoZjazd na pierwszy postójObok lotniskaPostój na Górce PabianickiejMarysia, Weronika, LidkaZabawy na boisku szkolnym w ZalesiuZ wizytą u pszczelarza w MikołajewicachTak powstaje miód